Twórczość Doroty Masłowskiej wdarła się szturmem na polską scenę literacką, choć sama autorka nie ukrywała swojego zaskoczenia tym faktem.

Artystka w trakcie pracy nad swoją pierwszą powieścią była nastolatką, przygotowującą się do matury. Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną, wydana w 2002 roku, wywołała skrajne emocje. Nie można jednak odebrać temu dziełu niewątpliwych zalet: ciekawej tematyki, niebanalnego stylu, zaczerpniętego wprost z polskich blokowisk, wnikliwego spojrzenia na otaczającą rzeczywistość. Późniejszy „Paw królowej”, „Kochanie, zabiłam nasze koty” czy „Jak zostałam wiedźmą” wywołały nie mniejszy odzew krytyków. Twórczość Masłowskiej szokuje, zmusza do refleksji, zaskakuje treścią i formą, błyskotliwym humorem i wielością perspektyw. W roku 2013 ukazał się wywiad rzeka, który z autorką wymienionych wcześniej powieści przeprowadziła Agnieszka Drotkiewicz.

„Więcej niż możesz zjeśc. Felietony parakulinarne” to publikacja Doroty Masłowskiej, skomponowana z felietonów napisanych i opublikowanych na łamach „Zwierciadła” w latach 2011–2013. Szeroki zakres tematyczny przemyśleń, zgrabnie spięty w całość motywem kulinarnym jest ciekawą propozycją czytelniczą, którą można się „zajadać”. „Felietony parakulinarne” w mojej ocenie dobrze oddają bogactwo tematyczne w twórczości Masłowskiej i inteligentny humor pisarki. Te niewielkie objętościowo formy przesycone są refleksyjnym i świeżym spojrzeniem na życie, przedstawiają ich odbiorcom także różnorodność życiowych doświadczeń i rozważań autorki.

Masłowska w „Więcej niż możesz zjeść” adaptuje do swoich twórczych potrzeb formę przepisu. Artystka nawiązuje tym zabiegiem do swojej osobistej kulinarnej pasji, jednak formę tę można odczytywać wielorako. Pisarka, podając przepisy na temat osobistych przeżyć, wskazuje czytelnikowi możliwość odzwierciedlenia ich w jego własnym życiu. O kręgu tematycznym felietonów możemy powiedzieć, że w większości jest „schematycznie kobiecy”, co jednak okazuje się tylko powierzchowną oceną. Autorka „Felietonów parakulinarnych” opisuje głównie swoje doświadczenia kulinarne związane z podróżami i porównuje je do zwyczajów żywieniowych Polaków. Pojawiają się również wątki jej macierzyństwa czy też wspomnień związanych z dzieciństwem. Wśród najbliższych sobie osób Masłowska wymienia córkę, partnera czy matkę. W swoje historie wplata jednak również mnóstwo innych osób, jej znajomych i nieznajomych. Doświadczenia gastronomiczne ściśle łączą się ze społecznymi, co autorka bardzo podkreśla.

Okazje do podróży często bywały dla Masłowskiej furtką do spróbowania nie tylko nowych smaków, ale też nawiązania nowych relacji. Treść felietonu pod tytułem Więcej, niż możesz zjeść (jednego z dwóch tylko, którym autorka nadała nazwę) była zainspirowana doświadczeniem wyjazdu zagranicznego w formie „all inclusive”. W ciągu swojej wypowiedzi Masłowska nie podaje jednak, jak to ma zwykle miejsce, przepisu, lecz formułuje autorską „metafizyczną teorię obrażonego jedzenia”. Wspomina w niej o szacunku, jakim dawniej obdarzano ucztowanie, o regulacjach, które w wielu kulturach i religiach dotyczą właśnie jedzenia, a które to zupełnie wypaczył twór zwany „all inclusive”. Trudno zatem dostrzec piękno życia i piękno ludzkich relacji w takim bezładzie i nieposzanowaniu rytuału posiłków. Autorka streszcza to celnie w jednym ze zdań: „oto obrażony chleb, którym można się obeżreć, ale nie można się nasycić, chleb, który się je, ale który nie karmi, nie odżywia”. Jak zauważa Masłowska, w takiej rzeczywistości następuje spłycenie relacji między człowiekiem, a jego pożywieniem, a dodatkowo, niestety, wielokrotnie marnotrawi się przy tym spore ilości jedzenia. Daje to wielu ludziom złudne poczucie „nieskończoności”, w którym to pławią się, nie bacząc na konsekwencje dla siebie i świata.

Kolejno następuje cykl felietonów o tematyce podróżniczo-kulinarnej. Masłowska odwiedza kraje takie jak Szwecja, Chiny, Ameryka Północna czy Słowenia. W każdym z tych miejsc doświadcza innej, szczególnej atmosfery, którą, skupioną niczym w soczewce, reprezentują lokale gastronomiczne i serwowane tam posiłki. Autorka Felietonów parakulinarnych znacznie częściej jednak przywołuje te bardziej osobliwe momenty, w których spora konsternacja miesza się z nutą fascynacji.

Sztokholm Masłowska po raz pierwszy odwiedza jako dziecko. Późniejsze wizyty w tym mieście kończą się napadami łakomstwa. W swoim przepisie wymienia mnóstwo smaków, kojarzących się jej ze Szwecją, są to m.in. ślimaki, turbot, szwedzkie ciastko z masą marcepanową czy cukierki lukrecjowe. Posiłki te tworzą rodzaj więzi ze szwedzką rzeczywistością.
Z Chin autorka zapamiętała „mlaskanie, siorbanie, ciamolenie i chlipanie miliarda trzystu milionów mieszkańców”, które jest w stanie zagłuszyć nawet odgłosy ruchu samochodowego. Wspomina przy tej okazji o mizofonii swojego chłopaka. W dalszej części tekstu autorka stara się odpowiedzieć na najbardziej stereotypowe pytania na temat Chin; czy ich obywatele jedzą zupki chińskie, koty i psy? Na zakończenie, z właściwym sobie humorem, wspomina o rozmowie z Chińczykiem, dla których spożywanie sera jest „perwersją spożywczą”, a języki kaczki czymś zupełnie zwyczajnym. Daje tym samym do zrozumienia, że „egzotyczne” doświadczenia jednych ludzi, są szarą rzeczywistością innych, co bywa zastanawiające i fascynujące.

Amerykańska gastronomia to dla Masłowskiej temat rzeka. Od kuchni europejskiej różni ją praktycznie wszystko. Inna jest jakość jedzenia, inne są jego porcje. Autorka zadaje sobie zasadnicze pytanie: „Dlaczego, chcąc kupić sobie kanapkę, mam do wyboru tylko zestawy: dwie kanapki i paczka chipsów albo dwie kanapki i dwie inne kanapki gratis?”. Odpowiedź wydaje się bardziej skomplikowana niż moglibyśmy przypuszczać. Pisarka wskazuje, że kompulsywne jedzenie związane jest z ogólnym samopoczuciem Amerykanów, którzy pragną się jedzeniem odurzać, by zapomnieć o wielu niedogodnościach życia. Przywołuje w tym miejscu termin „comfort food”, który oznacza jedzenie (często bardzo kaloryczne) poprawiające samopoczucie. Posiłek bywa lekarstwem na ból istnienia , pełni czasami wręcz narkotyczną rolę, czyniąc życie łatwiejszym do zniesienia.

Z czasu spędzonego na amerykańskiej wsi w stanie Nowy Jork, Masłowska opisuje wspomnienia na temat gotującej tam kobiety – Rity. Jej posiłki prezentowały przeciwny biegun rzeczywistości niż forma „all inclusive”. Dania były przygotowywane z pieczołowitością, stawały się swoistym symbolem pogodnego usposobienia ich twórczyni. Autorka felietonu konkluduje: „[…] wszystko, co przygotowywała, oprócz niezwykłego smaku zawierało wyczuwalne molekuły jej pogody, ciepła i nigdy niepsującego się humoru. Nigdy nie spotkałam nikogo, kto by lepiej, i mam tu też na myśli wektor metafizyczny, gotował”. To osobiste przekonanie pisarki znajduje potwierdzenie w wywiadzie rzece, w którym wspomina ona, że „złe passy kulinarne” mają swój początek w negatywnej emocjonalności gotujących osób .

Tematyka wsi to ważny element w świadomości Masłowskiej. Diagnozuje ona u siebie rodzaj „tęsknoty” za wsią, jednak tą dawną, niezmienioną przez nowoczesne rozwiązania. Urzeka ją sielanka, której można się tam oddać, prostota życia połączona z ogromną jego autentycznością. W kilku ze swoich felietonów autorka nawiązuje do wartości takich, jak te. Proste czynności potrafią być źródłem szczęścia, bo przecież „wspaniale jest wrócić z lasu i zjeść bułkę z serem” , a żywność jest „nieajurwedyjska, niewegańska, certyfikat nieorganiczności i całkowitej pyszności. Kiełbasa z grilla i bułki z masłem, do tego czereśnie, kalarepa, gulasz angielski, michałki, piwo, gofry, smażone śledzie, ciasto mojej koleżanki Kamili […]”. Dobre jedzenie, miła atmosfera, radość chwili i przebywania z bliskimi przywodzą na myśl coraz modniejsze dziś style życia z zakresu „slow life”.
Inny krąg tematyczny stanowi miejsce zamieszkania pisarki, Warszawa. Jej specyficzny klimat, który autorkę ciekawi i porusza, znów pośrednio związany jest z gastronomią. W jednym z felietonów odnajdziemy przepisy na „smak warszawskiego lata” , które są wynikiem kulinarnych doznań podczas wakacji spędzanych w mieście. Sposób formułowania tekstu znów jest na wskroś autorski. Masłowska nie szczędzi czytelnikowi opisów przepełnionych autentyzmem, naturalizmem i dbałością o szczegóły.
Autorka zbioru Więcej, niż możesz zjeść, w kontekście zachowań żywieniowych, przywołuje postacie córki, partnera czy swoich rodziców. Są to osoby, które spożywają przygotowywane przez nią posiłki lub też u których pisarka uczestniczy w obiadach. Jedzenie to pretekst do snucia głębszych przemyśleń na temat własnego rodzicielstwa czy też bycia córką. Artystka w jednym z felietonów opisuje swoją rzekomą publikację – Żywienie małych rezolutnych dziewczynek w Europie Środkowej w 2013, w której przedstawia nawyki żywieniowe dzieci, przy okazji odsłaniając czytelnikowi barwny, pełen wyobraźni świat dziecięcy i perspektywę swojej córki (jak opisuje ją – „ośmioletniej dziewczynki”) na świat. Szczególnym wydarzeniem są też jej urodziny. Masłowska, z właściwą sobie estetyką, formułuje twierdzenia zaczerpnięte z kolejnej wyimaginowanej pozycji – „Sto pomysłów, jak zniszczyć sobie życie za pomocą urodzin dziecięcych”. Okazja ta staje się jednak pretekstem do wewnętrznej ucieczki, „cofnięcia w czasie” i przywołania atmosfery własnego dzieciństwa i przeżywania tego typu wydarzeń. Urodziny córki są bodźcem do wyzwolenia w umyśle narratorki swoistej reminiscencji, zupełnie tak, jak smak maczanej w herbacie magdalenki dla bohatera Prousta.

Relacja z rodzicami również przepuszczona zostaje przez filtr spożywczy. Autorka pisze: „Rzeczy przygotowane przez rodziców traktuję z należną im nabożnością, zabobonną wręcz wiarą w ich szczególną odżywczą dla ciała i ducha moc”. W tekście wspomina jednak niezbyt fortunny posiłek, „króliczka”, który mimo starań matki, nie mógł zostać zjedzony przez jej córkę ze względów światopoglądowych. Masłowska nawiązuje tutaj do swojego wegetarianizmu i stwierdza, że „[…] jako osoba wrażliwa, do swobodnego przełykania ciał braci mniejszych potrzebuję jeszcze, by były one jednorodną bryłą lub masą, niezdradzającą szczegółów dawnego życia, śladów, że tą masą jednak jeszcze niedawno nie były” .

W felietonie poświęconym mężczyznom, autorka wspomina o swojej lekturze „wydanej niedawno publikacji” Męskie wieczory w tradycji staropolskiej. Wykazuje, iż gotowanie męskie zasadniczo różni się od kobiecego. Element rywalizacji w przyrządzaniu posiłków pozwala mężczyźnie się wykazać, przygotować swego rodzaju przedstawienie kuchenne, urządzone z rozmachem. Masłowska zauważa: „[…] choć mieszkam z mężczyzną gotującym dobrze i chętnie, znajduję w tej tezie wytłumaczenie jakże gorzkiej funkcjonalnej przepaści, którą widzę między naszym gotowaniem”. Po tak niecodziennych, kuchennych popisach mężczyzn nastąpiła ich nocna uczta, w której jednak autorka zauważyła pewne pokrzepienie, ponieważ wyglądało to jak „swoista wojna wypowiedziana tostom z keczupem, zimnemu wodnistemu piwu z kija, ciemnościom, katarom i dreszczom”. Niestety zakończenie nie jest już tak pocieszające i Masłowska stwierdza: „Ostatecznie ja sprzątam blaty pokryte dwucentrymetrową warstwą wszystkiego, skóry rzepy, butelki, niedopałki, a mężczyzna leży i jedyne, na co go stać, to oglądanie Bananów w piżamach i ciężkie westchnienia”.

Doświadczenia z przeszłości to również tematyka bliska Masłowskiej. Artystka przywołuje w jednym z felietonów wspomnienia niedzielnych popołudni. Przenosi się myślami dwadzieścia lat wstecz, by nakreślić czytelnikowi szczególny charakter tamtych chwil. Telewizor Grundig, Benny Hill zabawiający nas ze szklanego ekranu, odrabianie zadań domowych i bajka Gumisie jako wieczorynka. Smakami niedziel są pieczeń rzymska, eklery na podwieczorek, „nielegalne” słodycze wykradane z szafek i szuflad. Masłowska podaje czytelnikom kilka przepisów na kultowe przekąski z dzieciństwa osób urodzonych w latach osiemdziesiątych; są to „cukier wanilinowy z ręki”, chleb z masłem i cukrem, kakao „na sucho” czy kogel-mogel. Tekst autorki kończy dość gorzka puenta o tym, że dla pokolenia jej córki te „rarytasy” nie znaczą już kompletnie nic, reakcja dziecka to „w najlepszym przypadku” pogarda lub też zupełna obojętność.
Perspektywa, którą Dorota Masłowska zaproponowała w zbiorze „Więcej niż możesz zjeść” w żadnym razie nie jest widzeniem schematycznym, powierzchownym czy zafałszowanym. Szczerość autorki zaskakuje, ale też prowokuje czytelnika do własnych przemyśleń. Coś tak powszedniego, jak jedzenie, może stać się okazją do nowego spojrzenia na siebie samego i ludzi wokół. Felietony pisarki są takie, jak ona. Pełne analiz, humoru, refleksji, pełne tematów bliskich kobiecie, lecz z pewnością nie w ujęciu schematycznym. Żaden z przepisów podawanych przez Masłowską w znaczeniu dosłownym nie jest możliwy do zrealizowania, jednak są dla odbiorcy sugestią, że życie składa się z wielu elementów i każdy z nas może skomponować z niego własny „koktajl” oraz to, że każda z chwil ma swój niepowtarzalny „smak”, należy tylko to dostrzec i pielęgnować.

Najważniejsze informacje o Dorocie Masłowskiej

Kim jest Dorota Masłowska?

pochodzi z Wejherowa. Polska pisarka, dramaturgistka, felietonistka, kompozytorka, piosenkarka, producentka muzyczna, laureatka Nagrody Literackiej Nike (2006) za powieść Paw królowej.

Kiedy urodziła się Dorota Masłowska?

3 lipca 1983 w Wejherowie

Czy Masłowska napisała Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną?

Tak

Zdjęcie: Pexels z Pixabay