Ludzie zawsze będą szukać prostych i szybkich rozwiązań. Czasowa dieta zdaje się być znacznie lepsza od zwykłego zdrowego trybu życia, który trzeba praktykować już do końca swoich dni. A twórcy odchudzających jadłospisów oferują proste przepisy na błyskawiczną utratę wagi.

Wystarczy trzymać się ich zaleceń przez określony czas (zwykle nie dłuższy niż kilka tygodni), aby doprowadzić masę ciała do normy, a potem… móc jeść do słownie wszystko to, co wcześniej! No właśnie. Tu pojawia się pierwszy problem. Rzucenie się na jedzenie po zakończonej diecie jest niemalże gwarancją pojawienia się efektu jojo. Wszystkie kilogramy, które zostały wcześniej utracone, wracają w błyskawicznym tempie. A często jeszcze do tego z nadwyżką. Już kilka tygodni po zakończonej diecie człowiek może ważyć nawet więcej niż przed nią.

Jednym z najmocniej krytykowanych jadłospisów w świecie medycznym jest dieta kopenhaska. Na niej nie je się praktycznie nic. Trzeba jakoś przeżyć na czarnej kawie, jajku i plasterku szynki, a następnie powtórzyć to całe menu jeszcze kilkanaście razy. Dieta kopenhaska działa, bo dostarcza niewielu kalorii, dlatego też ludzie bardzo szybko na niej chudnąć, co może być jakimś powodem do radości. Problem leży gdzie indziej. Już nawet nie tylko w tym efekcie jojo, którego na tej diecie nie da się uniknąć. Otóż tak rygorystyczne jadłospisy tworzą niepoprawne relacje z jedzeniem i sprawiają, że to jedzenie staje się czymś najważniejszym w życiu. Uznawane jest albo za wroga, albo za najlepszego przyjaciela. A przecież jedzenie to coś, czym odżywia się organizm – nic więcej.

Zdjęcie – Ryan McGuire z Pixabay